poniedziałek, 23 maja 2016

Lo


 LO

Nie każdy to wie, ale istoty z wymiaru piekieł, podobnie jak ludzie lubią uprawiać seks, zapalić papieroska i pośpiewać w towarzystwie kapeli, grającej do przysłowiowego "kotleta".

Lo, wywołany z głębin otchłani demon, został przyzwany na ten świat, by pomóc zdesperowanemu chłoptasiowi w odzyskaniu miłości jego życia. Babeczka została porwana przez dziwacznego potwora, a jedynym tropem, za którym może podążać chłopak o wdzięcznym imieniu Justin, jest pozostawiona przez nią nekromantyczna księga.


Młodziak tworzy na ziemi magiczny okrąg, rozpala świece, nacina sobie rękę i konfrontuje się z poczwarami z innych wymiarów, a wśród nich, znajduje się również maszkara odpowiedzialna za porwanie jego panny. 

Justin siedzi sobie spokojnie w kręgu, konwersuje z demonami, jest przez nie kuszony i opieprzany, ale po jakimś czasie pogadanki dają efekty. Dowiaduje się on o tajemnicy, jaką miała przed nim jego ukochana April i będzie musiał coś z tym fantem zrobić. A wierzcie mi, nie będzie łatwo przełknąć tak srogą pigułę.


Nie znalazłem w tym filmie ani jednej rzeczy, którą określić by można jako "normalnej". Wszystko jest dziwaczne, groteskowe, a niektóre pomysły są kompletnie absurdalne. 

Scenografia jest bardzo uboga, ale takie raczej było zamierzenie, choć mogę też zaryzykować stwierdzenie, że większość kasy na film poszła na stworzenie demonicznych kostiumów.

Nie wiem sam jak określić tę produkcję. Najbardziej pasowałoby do tego okultystyczna, eksperymentalna pesudokomedia o miłości. Ale co ja tam wiem.

W każdym razie, film jest na tyle ciekawy, że warto się nim zainteresować, a choć momentami jest lekko nużący, to mimo wszystko mogę polecić go widzom, posiadającym trochę dystansu do oglądanych produkcji.

Dla zainteresowanych:

Werdykt:




Obserwujacy